Już ponad miesiąc trwa okupacja zakładów odzieżowych Collar Textil w Opatowie w woj. świętokrzyskim. Protest rozpoczął się 10 grudnia, gdy grupa pracownic udaremniła byłej dyrektor zakładu nielegalny wywóz maszyn szwalniczych. Miejscowa policja bardziej, niż grabieżą zakładowego mienia, przejęła się rzekomym przetrzymywaniem byłej dyrektor przez robotnice. Tymczasem wywóz surowców i maszyn odbywał się już co najmniej od 1 grudnia. Dlatego w nocy z 10 na 11 na terenie zakładu zjawiło się ponad 150 osób (z 360-osobowej załogi, głównie kobiet), aby nie dopuścić do dalszej grabieży. Domagają się przede wszystkim ogłoszenia upadłości zakładu, aby mogły otrzymać należne im pieniądze z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
Większość z nich nie otrzymywała wynagrodzeń od czerwca, lub też dostawała zaledwie 100 lub 200 zł. Prawdopodobnie właściciel zakładu wyprowadził także z kasy zapomogowo pożyczkowej co najmniej 28 tys. złotych oraz zawłaszczył fundusze związków zawodowych. Pomimo, że pracownicy złożyli w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury już we wrześniu – podobnie, jak o uporczywym niewypłacaniu wynagrodzenia – sprawą zajęto się dopiero 15 grudnia, kiedy okupacja zakładu już trwała. Dopiero wtedy policja zabezpieczyła dowody przestępstwa. Jak widać, gdyby zdesperowane pracownice nie rozpoczęły okupacji zakładu, państwowy wymiar sprawiedliwości nigdy by się nie zainteresował ich okradaniem przez pracodawcę. Oczywiście, gdy naruszane są dobra kapitalistów, wtedy policja i prokuratura działają znacznie sprawniej… Obecnie zarzuty prokuratorskie postawiono już likwidatorowi – Jerzemu Rowickiemu – który wyprzedawał majątek zakładu po zaniżonych cenach. Trwa także śledztwo w sprawie łamania spraw pracowniczych i utrudniania ogłoszenia upadłości spółki – początkowo likwidator zgłosił wniosek zawierający błędy formalne, następnie nie chciano dostarczyć dokumentacji, która umożliwiłaby samym pracownikom lub władzom miasta złożenie wniosku. Obecnie wniosek jest już zgłoszony, a rozprawa ma odbyć się 19 stycznia – dopiero to umożliwi uzyskanie pracownicom chociaż części pieniędzy. Załoga zapowiada, że co najmniej do dnia rozprawy nie opuści zakładu – w dzień przebywa tam czasami ponad 100 osób, w nocy około 30. Okupację wspierają również członkowie OZZ Inicjatywa Pracownicza. Należy podkreślić, że gdyby nie upór pracownic, które przetrwały w zakładzie Święta, a także kilka dni bez wody i ogrzewania – obecnie znowu podłączonych – nie zobaczyłyby ani grosza z należnych im pieniędzy. Również politycy ze wszystkich opcji zaczęli pojawiać się w Collar Textil dopiero po tym, gdy pracownice zaczęły okupację – choć o problemach jednego z większych w powiecie zakładów było głośno już od dawna…
„Nie o taką Polskę walczyliśmy” Collar Textil – funkcjonujący od 2006r. – to dawna Wólczanka, która została założona jeszcze w latach siedemdziesiątych. Dawniej zatrudniała znacznie więcej osób, jednak z czasem w firmie działo się coraz gorzej. Pracownicom zamknięto szatnie, w ostatnich miesiącach skarżyły się, że muszą pracować w zimnie i brudzie, a kierownictwo traktuje je „gorzej, niż za cara”. Mówiło się również, że celem prezesa jest doprowadzenie do likwidacji zakładu. Od dwóch lat zaczęły się kłopoty głównego kontrahenta – Vistuli. Według pracownic firmy, jej zarząd nie robił nic, by znaleźć innych odbiorców, pomimo znanej z jakości marki i wykwalifikowanej załogi. Tak oto prywatni pracodawcy przejawiają „dbałość o miejsca pracy”.
Załoga zaczęła walczyć już we wrześniu. Gdy doprowadzone do ostateczności pracownice zagroziły strajkiem, jeżeli nie wypłaci się im zaległych pensji, połowa z nich została wysłana na postojowe. Następnie kilkadziesiąt kobiet wdarło się do gabinetu dyrektora Grzegorza Kłapcia – dopiero dzięki temu zaczęto im wypłacać po 200 zł. To wtedy o zakładzie zrobiło się głośno. Produkcja trwała do grudnia, przez cały czas załodze obiecywano wypłacenie pieniędzy i nowego inwestora, który ma przejąć firmę. Tymczasem – jak się wydaje – jedynym celem likwidatora była jak najszybsza sprzedaż majątku zakładu.
W tej sytuacji okupacja była jedynym wyjściem. To dzięki niej udało się zabezpieczyć część majątku zakładu, zwrócić uwagę mediów i polityków, doprowadzić do postawienia zarzutów i w wniosku o upadłość zakładu. To również dzięki demonstracjom i wizytom grup zdesperowanych pracownic w ratuszu dało się uzyskać ponowne podłączenie prądu, a nawet udzielenie pomocy z MOPS dla wszystkich pracownic. Wcześniej gmina nie chciała wypłacić środków z MOPS nawet tym, których dochód nie przekraczał 351 złotych na głowę w gospodarstwie domowym – co jest obowiązkiem władz. Historia kilkumiesięcznej walki pracownic Opatowa pokazuje, że w kapitalistycznej Polsce robotnicy mogą liczyć tylko na to, co sami sobie wywalczą. Gdyby pracownice Collar Textil biernie czekały na rozwój wypadków – znalazłyby się nie tylko na bruku, ale też bez grosza przy duszy. Wiele mówi transparent, który zawisł na bramie okupowanego zakładu: ”Nie o taką Polskę walczyliśmy 28 lat temu- żądamy godności”. To już kolejne takie hasło – po czerwcowej demonstracji robotniczej w Katowicach: „To nie tak miało być”. Już nawet przedstawiciele zakładowej „Solidarności” przyznają, że obecnie pracownicy traktowani są „gorzej, niż w latach siedemdziesiątych”.
Co dalej? Najpilniejszą sprawą jest uzyskanie zaległych pieniędzy, jednak – przy bezrobociu w powiecie sięgającym 17 procent – konieczna jest też walka o uratowanie miejsc pracy. Jakość produktów dawnej Wólczanki jest uznawana międzynarodowo, załoga posiada wysokie kwalifikacje. Z pewnością znalazłby się więc zbyt na produkty zakładu. Nie ma jednak co liczyć na prywatnych inwestorów. Najlepszym wyjściem byłoby przejęcie zakładu przez państwo i wznowienie produkcji pod kontrolą pracowników. Należy jednak wątpić, czy niewielka załoga ma wystarczającą siłę, by wymóc nacjonalizację – do tego potrzebna jest aktywna pomoc robotników innych zakładów. Dlatego na uwagę zasługuje też pomysł powołania spółdzielni pracy, nad którym już odbywają się dyskusje wśród okupujących.
Przejmowanie zakładów przez robotników coraz częściej będzie stanowiło jedyny sposób na uratowanie miejsc pracy – zaledwie kilka dni temu, 6 stycznia, stało się to we francuskim Dreux, gdzie 150 pracowników przejęło kontrolę nad fabryką telewizorów i zdecydowało o wznowieniu produkcji, po tym, jak koncern Philips postanowił ją zlikwidować. Międzynarodową sławę zyskała również argentyńska fabryka Zanon, która po przejęciu przez pracowników w 2001r. zwiększyła zatrudnienie o prawie 50%. Niemal całkowicie wyeliminowano w niej też wypadki przy pracy.
W sytuacji podobnej do pracownic Collar Textil mogą niedługo znaleźć się dziesiątki, jeżeli nie setki tysięcy pracowników. W 2009r. w Polsce zbankrutowało 691 zakładów – tymczasem, według analityków, w 2010 może ich być nawet 1500! Wiele z nich po „bankructwach” kontynuuje produkcję – tak jest np. Z Krośnieńskimi Hutami Szkła, wznowiona ma być też produkcja w ZNTK Łapy. Jak widać, społeczne zapotrzebowanie na produkty wytwarzane przez robotników często nie pokrywa się z interesami prywatnych właścicieli, którym wygodniej jest zamknąć fabrykę. Dlatego ważne jest, aby wszyscy robotnicy uczyli się z doświadczeń załogi Collar Textil – ponieważ niedługo może im przyjdzie toczyć podobną walkę. Tylko masowe protesty robotnicze mogą ocalić miejsca pracy, a ostatecznie doprowadzić do ustanowienia gospodarki opartej na społecznej własności, której celem będzie zaspokajanie ludzkich potrzeb, a nie zysków pracodawców. Tymczasem główne centrale związkowe ograniczają się do apeli o pomoc dla pracownic Collar Textil – ale nie mają zamiaru organizować protestów w ich obronie. Zamiast tego ronią łzy nad „okrucieństwem pracodawcy” i „brakiem dialogu społecznego”. Czas się obudzić – „dialog społeczny” to fikcja istniejąca tylko w głowach biurokratów „Solidarności”, „Forum”, czy OPZZ, gdy zaś przyjdzie co do czego, okazuje się, że robotnicy i pracodawcy nie mają wspólnych interesów i pozostaje walka. Nie ma co również liczyć na polityków partii zasiadających w parlamencie – chociaż chętnie dokonują charytatywnych gestów czy fotografują się na tle bramy okupowanego zakładu, to zapomną o pracownicach Collar Textil, gdy tylko skończy się okupacja. Dlatego robotnicy potrzebują własnej partii, która będzie reprezentować interesy ich oraz innych ludzi ubogich i wyzyskiwanych.
Wojciech Orowiecki
Kurier Związkowy, z 13 stycznia 2010 r. |